piątek, 2 lutego 2018

Orka na ugorze

Pokochaliśmy urlopy za granicą. Jedni szukają tam odpoczynku na plaży, inni wolą wycieczki objazdowe, a ja mógłbym całymi dniami siedzieć przed telewizorem i oglądać programy informacyjne. Niestety – nie wszędzie. Siedzieć przed telewizorem, oglądać programy informacyjne, nie rozmieć ani słowa i dzięki temu nie mieć pojęcia, jakie poglądy polityczne ma dziennikarz czy prezenter – marzenie!

W Polsce granica między informacją a komentarzem zatarła się nie wczoraj, nie po ostatnich wyborach nawet, a dużo wcześniej. Nikt nie poczuwa się do winy, a przecież winni jesteśmy my wszyscy – my, czyli ludzie mediów. Jako telewidz wolałbym nie wiedzieć, czy ten redaktor sprzyja partii X, a tamta redaktorka sympatyzuje z partią Y. Fakt, że dziennikarze nie kryją swoich poglądów, przyjąłem jednak do wiadomości, ale równie entuzjastycznie jak radę, aby unikać kopania się z koniem.

Poglądy polityczne można mieć różne, ale trzeba umieć je wyrażać. Na początku tego tygodnia Sejm przyjął ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej; tę, na mocy której polska prokuratura ma po całym świecie ścigać mówiących i piszących o „polskich obozach śmierci”. Wszystkie telewizje o tym poinformowały, ale jedna – ta słynąca z pasków wyjątkowo oryginalnych w treści (bo w formie nic nadzwyczajnego, pasek jak pasek) – ujęła temat tak: „Polska walka o zakłamywanie historii”.

To, niestety, efekt nieuctwa. Nauczyciele języka polskiego, ci wszyscy, którzy autorowi (autorce?) tego sformułowania stawiali oceny od dostatecznej w górę, którzy przepuszczali go (ją?) z klasy do klasy, powinni się teraz wytłumaczyć, za co przez tyle lat brali pieniądze. „Polska walka o zakłamywanie historii” byłaby śmieszna, gdyby nie dotyczyła wyjątkowo poważnego tematu.

Nieumiejętność poprawnego skonstruowania prostego – wydawałoby się – zdania może być również zabawna. Reporter pewnej stacji radiowej przez cały poranek biegał z mikrofonem po mieście, zaczepiał ludzi i pytał, „czy mieszkanie z rodzicami po trzydziestce ma sens”. Siedziałem w domu, więc mnie nie zaczepił. Może powinienem był zatelefonować do redakcji i wyjaśnić, że osoba niepełnoletnia jednak powinna mieszkać z tatą, mamą albo innym opiekunem prawnym? Albo dyskretnie, na przykład pisząc mejla, podpowiedzieć, że zwrot „po trzydziestce” wystarczy przestawić w inne miejsce zdania, bo nie o wiek rodziców tu przecież chodzi?

Rano posłuchałem radia, wieczorem włączyłem telewizor. Mecz jak mecz, komentarz też taki sobie, ale zdanie „Trener go lubi i często gra w podstawowym składzie” warto wyróżnić. Aha, tak bardzo go lubi, że gra zamiast niego i nie daje mu zarobić... Jedna z moich polonistek – nie mogę sobie przypomnieć, czy w podstawówce, czy w liceum – sypała podobnymi przykładami jak z rękawa. Choćby takim: „Rolnik orał pole, a kamienie wchodziły mu w zęby”. Zaczynam się niepokoić, czy ten komentator nie miał tej samej nauczycielki co ja...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz